top of page

Na dobry początek...

  • 20 gru 2025
  • 3 minut(y) czytania

Jestem podekscytowana tym, co właśnie się dzieje — choć to ekscytacja cicha, bez fajerwerków. Taka, która dojrzewała we mnie od dawna. Przez długi czas nosiłam w sobie myśl o stworzeniu miejsca w sieci, w którym można po prostu porozmawiać. Bez opłat. Bez ocen. Bez konieczności tłumaczenia się, dlaczego akurat teraz i dlaczego o tym.


Myślałam o przestrzeni, w której po drugiej stronie jest realna, żywa osoba — nie algorytm, nie sztuczna inteligencja. Ktoś, kto naprawdę słucha. Kto nie zamieni rozmowy w monolog o sobie po zdawkowym „co u Ciebie”, zadanym bardziej z grzeczności niż z ciekawości. Kto zostanie przy Twojej historii, nawet jeśli nie jest ona uporządkowana ani łatwa do opowiedzenia.


I oto jest.

„Pogadajmy o Tobie”.


Zanim jednak ten pomysł przybrał dzisiejszą formę, wracały do mnie nieśmiało migawki z przeszłości. Czasy studenckie, kiedy z grupą znajomych prowadziłam coś podobnego. Nie miałam wtedy doświadczenia, zaplecza ani planu. Była za to ambicja, dużo serca i silne pragnienie bycia dla ludzi. Wszystko było nowe, intuicyjne, trochę po omacku. Nie znałam jeszcze zagrożeń, nie wiedziałam, kogo mogę spotkać po drugiej stronie ekranu. A jednak ta przygoda trwała kilka lat.


Poznałam wtedy wielu fantastycznych ludzi. Wysłuchałam historii trudnych, czasem bardzo ciężkich. Bywało, że udało się komuś realnie pomóc. Bywało też tak, że pojawiało się zmęczenie i myśl, żeby rzucić to wszystko w kąt. Po studiach przyszła praca zawodowa — nowe wyzwania, stres, brak czasu, porażki na starcie. Czułam się przeciążona. Musiałam zrezygnować z bycia w Internecie dla innych.


A jednak ludzie zawsze byli blisko mojego życia. Zawodowo i prywatnie. Towarzyszyłam im w momentach trudnych — czasem bardzo trudnych — ale też w tych, w których pojawiała się ulga, nadzieja albo zwykła potrzeba bycia wysłuchanym. Z czasem coraz wyraźniej widziałam jedno: zanim pojawią się rozwiązania, decyzje i zmiany, najpierw potrzebna jest rozmowa. Taka zwyczajna. Bez ocen. Bez pośpiechu. Bez presji, by „ogarniać się” szybciej.


Równolegle coraz częściej trafiałam w sieci na osoby, które pisały o samotności, zagubieniu, zmęczeniu. O tym, że nie mają z kim porozmawiać. Często umniejszały swoje emocje, przekonane, że „to nic takiego” albo że nie warto zabierać komuś czasu swoimi sprawami. Czasem odpowiadałam na te wpisy. Bywało, że była to krótka wymiana zdań, innym razem dłuższa korespondencja. Kilka znajomości przerodziło się w przyjaźnie w świecie realnym. Najczęściej to, co było najważniejsze, wydarzało się nie w treści mojej odpowiedzi, ale w fakcie, że ktoś po drugiej stronie był.


Zaczęłam się zastanawiać, ile takich rozmów w ogóle się nie wydarza. Ile osób rezygnuje z mówienia o sobie, bo nie czuje się „wystarczająco w kryzysie”, by zawracać komuś głowę. Albo dlatego, że nie spotyka nikogo, kto miałby przestrzeń na spokojną, uważną obecność przy ich emocjach i myślach.


Myśl o powrocie do rozmów w sieci wracała do mnie coraz częściej. I długo z nią walczyłam. Było dużo wątpliwości, obaw i pytań o to, czy dam radę udźwignąć to psychicznie. Przecież na co dzień pracuję z osobami uwikłanymi w przemoc domową — czy chcę dokładać sobie kolejne obciążenie? Rozmawiałam o tym z mężem, z koleżankami z branży, z psychologiem, nawet z prawnikiem. Wątpliwości stopniowo malały. Ustaliłam jasne granice i plan, który miał mnie chronić przed wypaleniem. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej czułam ekscytację.


Dziś — bogatsza o doświadczenie, wiedzę, pokorę i jeszcze większe pragnienie bycia dla innych — wracam do tej formy obecności w sieci.


Tak narodziło się to miejsce.


„Pogadajmy o Tobie” nie jest terapią. Nie jest miejscem naprawiania kogokolwiek. To przestrzeń na rozmowę — wtedy, gdy czujesz, że chcesz coś powiedzieć, ale nie bardzo wiesz komu. Gdy masz w sobie myśli, emocje i pytania, które nie domagają się odpowiedzi, tylko wysłuchania. Ta inicjatywa powstała z przekonania, że rozmowa nie musi być spektakularna, żeby była ważna. Nie wszystko musi prowadzić do wniosków i rozwiązań. Czasem wystarczy nazwać to, co jest. Czasem wystarczy, że ktoś powie: „słyszę Cię”.


Działam anonimowo, pod pseudonimem Patia. To świadoma decyzja — pomaga mi oddzielić tę inicjatywę od życia prywatnego i zachować równowagę. Dzięki temu mogę być w rozmowie skupiona na Tobie, a nie na prezentowaniu siebie.


Jeśli jesteś tu z ciekawości — zapraszam Cię do zaglądania na bloga.

Jeśli jesteś tu, bo coś w Tobie domaga się rozmowy — zapraszam do kontaktu.

Nie musisz wiedzieć dokładnie, o czym chcesz mówić. Nie musisz mieć „ważnego powodu”.


Czasem wystarczy zacząć od:

„Nie wiem, od czego zacząć”.

To też jest dobry początek.

 
 
 

Komentarze


bottom of page