top of page

To nie był idealny rok, ale mój

  • 28 gru 2025
  • 2 minut(y) czytania

Miniony rok był dla mnie ważny. Nie dlatego, że wszystko było idealne, lekkie i przyjemne — bo nie było, ale dlatego, że wydarzyło się w nim kilka rzeczy, które realnie coś we mnie przesunęły. Był awans. Był rozwój zawodowy. Było wiele momentów, w których musiałam powiedzieć „dam radę”, choć w środku wcale nie byłam tego taka pewna. Było też wystartowanie z inicjatywą, która od dawna we mnie dojrzewała, ale długo brakowało mi odwagi, żeby ją wypuścić w świat. Ten rok nauczył mnie sprawczości, która polega na robieniu rzeczy mimo wątpliwości. Zbudował też we mnie więcej pewności siebie, choć nadal daleko mi do poczucia, że „wszystko wiem i wszystko mogę”. I chyba dobrze.


Końcówka roku była jednak bardzo wyczerpująca, jak co roku w okresie świątecznym. Dużo spotkań, przygotowań, bycia w trybie "byle do sylwestra". Obiecałam sobie, że w tym roku będę stawiać granice przy wigilijnym stole, że użyję ciętej riposty na niegrzeczne pytania, że wyjdę z trybu tej małej dziewczynki, która zawsze musiała być posłuszna i "dać buziaka cioci", mimo że nie miała na to ochoty. I jak co roku się nie udało. Było rozczarowanie samą sobą, bo przecież skoro tak się rozwinęłam w tym roku, zaczęłam stawiać granice ludziom i dbać o swoje potrzeby emocjonalne, to i w domu rodzinnym się uda. Może za rok...


Wróciłam do domu bardzo zmęczona — fizycznie i emocjonalnie. Czas świąteczny nigdy nie był dla mnie szczególnie łatwy. Jest w nim dużo hałasu, oczekiwań, presji bycia razem w dobrym nastroju, a ja często po prostu potrzebuję ciszy. Dlatego od lat odpoczywam dopiero po świętach, w czasie sylwestrowym. To wtedy łapię oddech, choć to też nie jest łatwy czas. Sylwester potrafi uruchamiać różne przykre emocje. Czasem pojawia się ciche marzenie, żeby mieć przyjaciół, którzy nie wyobrażają sobie tej nocy beze mnie. Chciałabym być czyimś oczywistym wyborem. I chociaż z jednej strony naprawdę cieszę się, że jestem w domu, że odpoczywam, robię podsumowanie starego roku i plany na nowy, że mam spokój i ciszę, to z drugiej… to specyficzny dzień. Taki, który mocniej niż inne przypomina o samotności, o konsekwencjach wyboru świętego spokoju niż życia towarzyskiego.

Jednocześnie towarzyszy mi radość z tego, jak jest i delikatne „chciałabym więcej”.


Patrząc w nowy rok, czuję nadzieję. Nie ekscytację podszytą presją, nie listę postanowień, które mają mnie „naprawić”, tylko cichą zgodę na dalszy rozwój i na to, żeby było dobrze, tak jak jest teraz. Bez zmuszania się do wielkich zmian tylko dlatego, że „tak trzeba”. Nie chcę narzucać sobie presji postanowień noworocznych. Chcę dbać o siebie, o swoje granice, o balans między mną i światem. Chcę dalej robić swoje, uczyć się, rozwijać, ale też pozwalać sobie na słabsze dni bez poczucia winy. Nowy rok nie musi być przełomem. Wystarczy, że będzie kontynuacją tego, co już buduję, nawet jeśli to się dzieje powoli.


Na koniec chcę życzyć nam wszystkim, żeby w nowym roku było w nas trochę więcej łagodności wobec siebie. Żebyśmy umieli zatrzymać się wtedy, gdy ciało i głowa mówią „dość”. Niech towarzyszy nam ciągły rozwój, ale bez presji bycia kimś innym, niż jesteśmy.

Życzę ciszy, która koi, ludzi, przy których nie trzeba się spinać, odwagi do mówienia o tym, co naprawdę ważne i poczucia, że nawet w zwyczajnych dniach jest sens i wartość.

Oby było dobrze i po swojemu. Szczęśliwego Nowego Roku!


 
 
 

Komentarze


bottom of page